Uwielbiam powroty

Share

Delegacje to zarazem największa zaleta, jak i największa wada mojej pracy. Z jednej strony możliwość poznania nowych, odległych kultur, z drugiej strony rozłąka z rodziną. Mimo, że czasami jestem zmęczona obowiązkami domowymi i myślę sobie, że wyjazd trochę mnie od tego uwolni, to w głębi duszy, jak tylko wsiądę do samolotu, zaczynam tęsknić za dziewczynkami i najchętniej wróciłabym do domu.

Generalnie nie jestem matką kwoką i nie siedzę non stop z dziećmi w domu. Nie żebym tego nie lubiła, ale po prostu taki mam charakter. Uwielbiam spędzać czas z dzieciakami i mężem, ale czasami lubię też zmienić otoczenie. Jednak im jestem starsza, tym bardziej mi się ta kwestia zmienia. Każdy wyjazd, każda rozłąka z dziewczynami uświadamia mi, jak bardzo je kocham. Na całe szczęście, pracy podczas wyjazdu jest po uszy, więc nim się nie obejrzę, za chwilę pakuję się w drogę powrotną. Najgorsze są jednak wieczory, kiedy leżąc w hotelowym łóżku, przeglądam na telefonie zdjęcia i zastanawiam się, co w tej chwili robią moje dwa diabły. Wiem, że tęsknią tak samo mocno jak ja, ale z drugiej strony są pod najlepszą opieką taty.

A jak już o tacie wspomniałam, no to cóż…Dzień przed powrotem do Polski napisał mi smsa, żebym już wracała bo się stęsknił, a poza tym jest wykończony :) Hahaha, a przecież ja nic nie robię. Czyli jednak prace domowe mogą być wykańczające :) Co by jednak nie było, muszę go pochwalić bo spisał się na medal. I mimo, że moim zdaniem mieszkanie nie było po moim powrocie w idealnym stanie, to tragedii też nie było. Wystarczyły 3h intensywnej pracy z jęzorem wywalonym do kolan, i wyglądało prawie jak przed moim wyjazdem ;)

Na koniec najlepsza część delegacji…powrót do domu i widok dzieciaków czekających na mnie na lotnisku! BEZCENNY! Jak tylko wysiadam z samolotu wiem, że cała rodzinka już tam jest, a ja przebierając nóżkami, czekam z niecierpliwością na bagaż. No i najlepsze na koniec, czyli widok biegnących do mnie smrodów, ściskających mnie ze wszystkich sił i dopytujących się, jakie prezenty im przywiozłam :)

Zgadnijcie zatem, gdzie tym razem mnie wywiało. Podpowiem, że daleko…jakieś 7000 km od Gdańska, gdzie temperatura o tej porze roku to 30°C, główny środek transportu to riksza, a kupno wymarzonego prezentu dla dziewczynek jak My Little Pony czy Barbie, niestety graniczy z cudem. Z drugiej strony, mają okazję dostać coś oryginalnego, jak te śliczne hand made koniki. Wiecie już gdzie byłam?:)

Uwielbiam powroty

Uwielbiam powroty

Uwielbiam powroty

Uwielbiam powroty

Komentarze  

# Ola 2014-12-01 19:05
Indie??? A może Tajlandia?
ps. piękne te kucyki :)
Odpowiedz
# Monika 2014-12-01 19:10
Stawiam na Indie! Moje marzenie z resztą! Zazdroszczę...
Odpowiedz
# Karina 2014-12-01 19:26
Piekne te konie. Zainspirowałaś mnie, bo sama robię hand made zabawki, a te są wprost cudne!
Odpowiedz
# Iza 2014-12-01 20:20
Nie będę oryginalna, Indie lub Tajlandia. Ale stawiam na Indie
Odpowiedz
# mirela 2014-12-01 21:09
SRI LANKA?
Odpowiedz
# Matka Polka 2014-12-01 21:26
Pudło póki co ;) Próbujcie dalej :)
Odpowiedz
# Aga 2014-12-01 22:22
W Aarongu na zakupach heheh:) wiem ale nie powiem:P
Odpowiedz
# #Nika 2014-12-01 22:50
Strzelam drugi raz Bangladesz:)
Odpowiedz
# mamuśka 2014-12-02 08:07
Każda mama zasługuje na odpoczynek i na oderwanie się od codziennych obowiązków. Pozazdrościć jedynie tej egzotycznej podróży :)Zapraszam na swoją stronę: http://www.tamigrobelni.com.pl
Odpowiedz
# Matka Polka 2014-12-02 15:53
#Nika- no trafiłaś, Bangladesz :)
#Aga widzę, że bardzo dobrze zna sklep Aarong, gdzie kupiłam koniki :)
Odpowiedz

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież