Bo mycie włosów boli

Share

Kąpiel dla moich dzieciaków to wielka frajda. Moje smrody mają wielki kosz zabawek, które jak tylko lądują w wannie, zasłaniają całą powietrznię wody. Mamy gadżety typowo do kąpieli: pojemniczki, kubeczki, delfinki, kaczuszki itd., są też cudowne pisaki do kąpieli, które dziewczyny uwielbiają i w każdej wolnej chwili mażą nimi po kaflach i wannie, są też przystosowane do nurkowania kucyki i lalki i cały sprzęt plażowo - pływacki :) Jakiś rok temu ni stąd ni z owąd pojawił się problem z myciem włosów u Leny, a każda kąpiel podczas której chwytałam za szampon, kończyła się takim wrzaskiem, jakbym obdzierała ją ze skóry…Kombinowałam jak mogłam, prośbą, groźbą, przekonywaniem…nic. Kupiłam kilka gadżetów, które miały to ułatwić, np. specjalny „kapelusz” do mycia włosów, ale Lena nawet nie dała sobie go założyć na głowę. Za cholerę nie miałam, i do tej pory nie mam pojęcia, skąd u niej taki zwrot. Wcześniej mycie włosów było bezproblemowe, i z dnia na dzień zrobiła się z tego jakaś trauma. Był to dla mnie nie lada problem, bo Lena ewidentnie się bała, a włosy myć przecież trzeba było. Małymi kroczkami udało się nam naprostować ten temat. Zaczęłam od moczenia i spłukiwania włosów gąbką – mało dokładna metoda, ale lepsze to niż nic. W międzyczasie Lena wróciła na systematyczne lekcje pływania na basenie, zaczęła się kąpać razem z Iną i jakoś bariera pękła. Dziś na szczęście problemu nie ma. Dziewczyny wręcz są wprawionymi nurkami, a każda ich wizyta w łazience kończy się wycieraniem podłogi, po kostki zalanej wodą ;)

Ciekawa jestem, czy któraś z Was też miała taki problem i jak Wy sobie z nim poradziłyście.

Bo mycie włosów boli

Bo mycie włosów boli

Bo mycie włosów boli

Bo mycie włosów boli

Bo mycie włosów boli