Nie jestem idealna...

Share

Od czasu, kiedy do naszego społeczeństwa na dobre wdarły się social media, facebooki, instagramy itp., doszczętnie pochłonęły nasze życie. Każdy z nas, z pewnymi wyjątkami oczywiście, chwali się swoimi osiągnięciami, domem niczym z Dynastii, piękną figurą, cudowną pracą. Wrzucamy do sieci wspaniałe zdjęcia z wakacji, piękne zdjęcia swoich dzieci, mężów, żon. Rysujemy obraz macierzyństwa i małżeństwa idealnego, bez skazy i problemów. Pokazujemy tym samym, jakie mamy idealne życie, jacy sami jesteśmy idealni i w jak niewyobrażalnie słodko -  pierdzącym świecie żyjemy. 

A jak jest naprawdę?

Czy mam idealne życie? Jasne, że nie.

Czy mam idealne dzieci? Z pewnością nie.

Czy mój mąż jest idealny? Nie.

Czy ja jestem idealną matką? Zdecydowanie nie.

Czy ja jestem idealna? Pozostawię to bez komentarza.

W całym tym popapranym świecie, zastanawia mnie fakt, czy tylko ja tak czuję. Spoglądając na FB czy inne portale społecznościowe, mam wrażenie, że to tylko mój punkt widzenia i cholernie mnie to irytuje. Nie należę do osób, które lubią narzekać  i szukają dziury w całym, ale lubię nazywać rzeczy po imieniu. Jeśli coś jest czarne, to po jakie licho mam mówić, że jest białe?

Ostatnio jestem bardzo zabiegana, przemęczona i nie mam czasu na rzeczy ważne, czyli na moje dzieci. Niejednokrotnie przeszło mi przez myśl, że jestem złą matką…

Przecież powinnam spędzać z nimi więcej czasu, przysiąść z córką do nauki pisania, pobawić się, wyjść na spacer, zrobić z nimi coś zwariowanego. Tymczasem oglądają za dużo bajek, jedzą za mało warzyw a za dużo słodyczy, i kłócą się na potęgę.
Ja wracam zmęczona z pracy, nie mam na nic siły ani ochoty, a jedyna myśl jaka krąży mi po głowie, to chęć położenia się na kanapie. Ale kanapa przecież nie wchodzi w grę, bo trzeba jechać do sklepu, trzeba ogarnąć dom i załatwić milion innych spraw. Jedyna chwila dla mnie to wieczór, kiedy dzieciaki już śpią, lub czas spędzony w łazience, który i tak jest przerywany nieustannym pukaniem do drzwi.

Jak dodam to wszystko do kupy, to tylko czekać, aż wybuchnę….

I wybucham, bo gdzieś ta para musi ujść. Wstyd się przyznać, ale zdarza mi się wrzasnąć na dzieci, kiedy mnie nie słuchają, a ja ze swojej bezsilności, robię to odruchowo. Napadają mnie wtedy straszne wyrzuty sumienia  i myślę sobie, że nie jestem dobrą matką…

Wiem jednak, że to chwilowe, że ten stan zaraz minie. Kocham moje dzieciaki nad życie i zrobiłabym dla nich wszystko, ale mam wrażenie, że pęd dnia codziennego, mocno przeszkadza mi w byciu lepszym rodzicem.

Czy jestem zatem złą matką? Nie. Po prostu nie jestem idealna. Jestem normalna. Tak samo jak normalne jest moje życie, mój dom, czy mój mąż. Normalne, czyli nie idealne. Normalne, czyli ze wzlotami i upadkami, z lepszymi i gorszymi chwilami.

Nie jestem idealna...

fot. Obiektyvna