Tata sam w domu

Share

Ostatnimi czasu, trochę u mnie było cicho, ale zaraz się Wam wytłumaczę. Wybyłam na dłuższą delegację do Chin, a mój szanowny małżonek został sam z dziećmi i psem :) Kiedy ja byłam tysiące kilometrów od domu, działy się w nim bardzo ciekawe rzeczy…

Kiedy pierwszy raz wyjeżdżałam na dłużej robiłam dla niego całą listę z ważnymi telefonami, z informacjami o godzinach posiłków, ewentualnymi lekarstwami, czy ilością miarek do przygotowania kaszki czy mleka. Z czasem lista robiła się krótsza, a ostatnio przestała już funkcjonować. Tata nabrał wprawy, a dziewczynki na tyle podrosły, że same potrafią upomnieć się o jedzenie czy potrzeby fizjologiczne. Wcześniej wszystko musiałam mieć pod linijkę, łącznie z przygotowanymi ciuchami dla smrodów, ale teraz jakoś ta kwestia przestała być dla mnie tak bardzo istotna. Najważniejsze, aby dziewczynki były czyste, najedzone i uśmiechnięte, a cała reszta jest już mniej ważna.

Tata podczas mojej nieobecności, jakimś cudem jest w stanie sobie ze wszystkim poradzić (chociaż jak ja jestem w domu, to jakoś na wiele rzeczy nie jest w stanie znaleźć czasu). Potrafi wcześniej wstać, zrobić kanapki, obudzić dzieci i odwieźć Lenę do szkoły. Udaje mu się z dwójką jechać po zakupy, mimo że zazwyczaj mówi, że z moim żywiołowym duetem, jest to awykonalne. Pamięta nawet o lekcjach baletu i nie zapomina zabrać ze sobą stroju. Jednym słowem, to co jest niemożliwe, kiedy mama jest w domu, staje się możliwe, kiedy jej nie ma. Istny cud i przypływ jakiś mocny nadprzyrodzonych :)

Co by nie mówić, kiedy ja jestem daleko, tata zastępuje smrodom nas oboje. Dzięki temu, dziewczynki jeszcze bardziej zżywają się z Karolem i na jakiś czas (nie za długi), to tata jest numerem jeden w domu :) To nic, że Lenka zazwyczaj sama wybiera sobie garderobę i nie zawsze wychodzi jej to idealnie. To nic, że dziewczynki potrafią chodzić kilka dni pod rząd w tych samych ciuchach. To nic, że ich fryzury nie są idealne… baaaaa, fryzura to zbyt duże słowo, bo maluchy wyglądają zazwyczaj, jakby piorun w nie strzelił. To wszystko nic, bo najważniejsze, że cała trójka, a w sumie z psem to czwórka, jest szczęśliwa. Czasami tylko zdarzają się tak zwane straty, ale to trzeba wliczyć w koszty rodzicielstwa. I tym razem z resztą, moje dzieciaki mnie nie zawiodły, a ściślej ujmując, nie zawiodła mnie moja najmłodsza córcia, która niczym Picasso, postanowiła przeprojektować swoje nowe krzesło :)

Tata sam w domu

Tak wiec moje drogie panie. Nie bójcie się zostawiać swoich dzieci z tatusiami. Nawet jeżeli wcześniej tego nie robiłyście, wierzcie mi na słowo, że poradzą sobie z tym zadaniem dużo lepiej niż przypuszczacie, a po powrocie, ich duma i poczucie wartości wzrośnie do maksimum. W końcu, bycie super bohaterem nie jest łatwe, ale nawet tatusiom możemy na chwilę dać się poczuć tak, jak na co dzień czują się mamy ;)

Komentarze  

# Ola 2015-05-11 18:10
Chiny!!! Ale zazdroszcze. Mam nadzieję, że wrzucisz na bloga jakieś zdjecia z wyjazdu :)
Odpowiedz
# Iza 2015-05-11 19:56
Amen! :)
Odpowiedz
# Weronika 2015-05-13 13:58
Podpisuję się pod tym tekstem w 100%. Nasi mężczyźni sami nie wiedzą ile potrafią :) Za miesiąc również wyjeżdżam w delegację i już nie mogę doczekać się powrotu do posprzątanego domu, pełnej lodówki, stęsknionej i zadowolonej rodziny. Ale oczywiście nie powiem tego na głos mężowi :)
Odpowiedz

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież