Szkolna kradzież

Share

Ostatnio zaginęła Lence w szkole jej ulubiona lalka – Flutter Shy Equestria Girl (dla niewtajemniczonych, to ludzka postać kucyków My Little Pony). Lenka była pewna, że po tańcach odłożyła ją do plecaka w świetlicy i jak miała wychodzić, lalki już nie było…

Pierwsze co pomyślałam, to że pewnie zapomniała, i lalka jest w innej sali, albo zapodziała się wśród szkolnych zabawek. Nie tracąc zimnej krwii i pewności, że lalka gdzieś tu musi być, przeszukałyśmy całą świetlicę…Lalka niestety nie znalazła się. Był to piątek, późna godzina, więc przeczekałyśmy do poniedziałku, aby przeszukać inne sale. Ale tam też jej nie było…Zaczęłam już trochę się niepokoić. Odpychałam od siebie myśl, że jakieś dziecko mogło ją zabrać, no bo jak 5-6 latki, mogłyby być zdolne do czegoś takiego??? Tak wiec  czekaliśmy kolejne dni i nadal zguba nie odnajdowała się. Poprosiłam wtedy Karola, aby przygotował i wydrukował plakat z informacją o zaginionej lalce. Jak zwykle mąż podszedł do sprawy profesjonalnie i 2 dni później, wywiesiłam piękny plakat na holu koło świetlicy. Kiedy odbierałam Lenkę ze szkoły, córka podeszła do mnie i powiedziała na ucho, że jakaś koleżanka widziała jej lalkę u dziewczynki z innej klasy…Nie chciałam w to wierzyć, ale musiałam jakoś rozwiązać sprawę.

Szkolna kradzież

Udałam się do Pani od świetlicy i opowiedziałam wszystko.  Jak się okazało, Pani już o tym wiedziała i miała rozmawiać z mamą tej dziewczynki. Następnego dnia jak odbierałam Lenkę, miała już w łapkach ukochaną lalkę, a Pani z ogromnym żalem przyznała, że faktycznie zabrała ją dziewczyna z innej klasy…I że taka sytuacja, zdarzyła się tu pierwszy raz.

Byłam wściekła, ale nie chciałam z tego robić afery. W końcu to tylko lalka, a dla Leny aż lalka...Odpychałam od siebie myśl, że kilkuletnie dziecko, z premedytacją, mogło zabrać z plecaka innego dziecka, jego własność! Niestety ten scenariusz okazał się prawdziwy :( Nie potrafię tego zrozumieć…Przez ponad tydzień w całej świetlicy trwały intensywne poszukiwania zguby, a potem okazała się, że lalkę ukradła uczennica, której Lena nawet nie znała. Próbowałam jakoś tłumaczyć to dziecko. Może jest biedna, i nie ma w domu takich lalek…Może jest z jakiejś patologicznej rodziny…Szukałam jakiejś racjonalnej odpowiedzi, niestety każda z moich tez była fałszywa. Tamta dziewczynka była normalną uczennicą, z normalnej rodziny…Wytłumaczenia niestety nie znalazłam.

Potem zaczęłam myśleć, czy moje dzieci są zdolne do kradzieży, bo tak to niestety trzeba nazwać. I z całą pewnością stwierdzam, że nie. Być może mam wyidealizowany obraz na ich temat, ale tego jednego jestem pewna. Kiedy ostatnio zobaczyłam w plecaku Leny figurki Pet Shop, których nie kojarzyłam, od razu spytałam się, do kogo należą. Jak się okazało, były to zabawki jej przyjaciółki, które jej pożyczyła. Żeby jednak nie było później z tego powodu niedomówień, od razu poprosiłam Lenę, aby oddała je następnego dnia. I tak też zrobiła.

Przyznam szczerze, że nie spodziewałam się takich afer już na poziomie zerówki. Tyle słyszy się o kradzieżach i bijatykach w szkole, ale byłam pewna, że to jeszcze daleko przed nami…Jak widać, nie :( Oby ten incydent był jedyny, na przestrzeni najbliższych lat…

Szkolna kradzież

Szkolna kradzież

Szkolna kradzież