Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie

Share

Zaginął najlepszy przyjaciel Leny. Był z nią prawie od zawsze, i gdzieś przepadł :( Mowa o MIMIM, ukochanej przytulance, welurowej szmatce o wyglądzie królika, która towarzyszyła Lence zawsze i wszędzie. Poszukiwania nadaj trwają, ale straciłam już nadzieję, że się odnajdzie…Problem w tym, że w ferworze dnia codziennego, nie wiemy nawet, gdzie się zapodziała. Początkowo byłam pewna, że jest gdzieś w domu i zawieruszyła się podczas porządków w ciuchach. Niestety szybko okazało się, że to błędny trop. Nie muszę chyba mówić, że mamy teraz małą żałobę w domu. Póki co wspomagamy się opcją zastępczą, czyli innym króliczkiem przytulanką, ale jak wiadomo, to nie jest MIMI.

MIMI był z Lenką od narodzin. Dostała go w prezencie od koleżanki mojej mamy, a ja kładłam go codziennie koło jej główki, jak tylko szła spać. I tak wkupił się w jej łaski swoją wiernością i towarzyszył jej wszędzie: w łóżku, w toalecie, na spacerze, w kinie, w przedszkolu – dosłownie wszędzie. Jakieś 2 lata temu zaginął podczas wakacji u dziadków. Wiedzieli, że zagubił się w jednym z supermarketów, ale jak wrócili na miejsce, już go tam nie było. Lenka zniosła to wtedy bardzo dzielnie. Razem z dziadkami jeździła przez kilka dni w to miejsce dopytać się, czy oby ktoś nie oddał zguby, ale nic takiego się nie wydarzyło :( Wtedy w ruch poszedł MIMI zastępczy, tych samych gabarytów, tych samych kształtów, tylko kolor miał lekko inny – zamiast blado beżowego, blado różowy. Przyjął się, a Lenka pokochała go tak samo jak tego pierwszego.
Niestety tym razem tak łatwo nie będzie. Nie mam już opcji zastępczej, która byłaby wierna kopią oryginału. Obdzwoniłam i objeździłam wszystkie miejsca, w których byliśmy w przeciągu ostatnich 2 dni, bez rezultatu…Mam nadzieję, że nowy królik, który jak sama stwierdziła, nie jest MIMIM, jakoś ukoi jej złamane serducho.

Przy okazji tych naszych iście detektywistycznych perypetii, przypomniała mi się historia mojego kolegi, którego córka zgubiła na spacerze swojego ukochanego misia. Tam niestety problem był duży, gdyż mała przestała z tego powodu jeść, nie chciała spać i ciągle płakała. Kilkakrotnie zjechali cała trasę, podczas której zagubili pluszaka, ale nie znalazł się. Wtedy pomysłowy tata postanowił przygotować małe plakaty, ze zdjęciem misia i informacją, że na uczciwego znalazcę czeka nagroda. Rozwiesił je na drzewach i słupach i cierpliwie czekał. I wiecie co? Po 2 dniach telefon zadzwonił i ukochany misio wrócił do właścicielki. Jak się okazało, znalazła go jakaś pani, która postanowiła dać go swojej wnuczce…
W tym miejscu mam ogromną prośbę, aby w takich sytuacjach nie przywłaszczać sobie takich rzeczy, tylko położyć je gdzieś z boku, powiesić na płocie, oddać do informacji w sklepie. Dla dzieciaków ich przyjaciele to cały świat, a dla innych może być tylko spraną, zużytą zabawką.

A czy Wasze dzieciaki też mają swoich małych małych przyjacieli? Mieliście podobną sytuację? Jak sobie z nią poradziliście?

Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie

Komentarze

# Nina 2014-09-30 17:14
Oj, przykro mi :( Nawet nie wiem gdzie taką maskotkę można, kupić :(
Odpowiedz
# Asia 2014-09-30 18:04
Mieliśmy tą samą sytuacje :( Młody zgubił ukochanego tygrysa. Puściłam apel na FB i osiedlu ale nic... po 2 dniach okazało się, że był w Decathlonie, ale gdy tam dotarliśmy okazało się, że ktoś go sobie wziął :(((
Odpowiedz
# Agnieszka 2014-09-30 18:13
Znam ten ból. Nasz pierworodny też zagubił swojego Krzysia (pluszowy psiak) w wieku ok. 4 lat. Sporo było z nim przygód, zdarzało się, że mąż jechał wieczorem 40 km, bo maskotka została u babci, albo z wywieszonym jęzorem pędziliśmy do kościoła, by zdążyć przed zamknięciem i odebrać Krzysia zostawionego tam po mszy świętej. Krzysio prawdopodobnie pojechał autobusem do Warszawy, albo zawrócił do Szczecina. Nie było jak go odzyskać i ból rzeczywiście był. Patryk jakoś w końcu przyjął do wiadomości, że Krzysio postanowił sobie podróżować, tak to czasem bywa. Dzisiaj ma 8 lat i wspomina przytulaka z wielkim sentymentem. Dobrze, że chociaż nam zdjęcie zostało.
Odpowiedz
# Justyna 2014-09-30 18:21
My mamy klapoucha takiego szarego z disneyland kupilam go jak bylam w ciazy na poczatku nie bylam przekonana czy mu sie spodoba, mylilam sie i to bardzo moj Kubus pokochal go naprawde mocno wytarmoszony jest bardzo, ale bez niego ani rusz ma odczepiany ogon ten ogon czesto sie gubil i synek plakal i pokazywal ala, w koncu go przyszylam na guziczek, raz nam sie zdarzylo ze go zgubil, to byl okropny dzien plakal wciaz, a my jedzilismy wszedzie gdzie danego dnia bylismy jakas pani go znalazla i dala swojemy dziecku, gdy to zobaczylam podbieglam do tej pani i prosilam o zwrot tlumaczylam ze to mojego synka kochany przyjaciel wyglada swiadczy o tym, wiecie co mi powiedziala? Ze nie odda, prawie sie poplakalam, bez namyslu wyciaglam 50 zl zeby oddala naszego misia, a ta szanowna pani powiedziala ze malo , oddychlam glebiej zesmutnialam , mialam juz drugie 50 zl wyciagnac wtedy podbiegl moj maz z bablem i powiedzial stanowczo i z przekonaniem ze mis jest nasza wlasnoscia a pani chce od nas wyludzic pieniadze to jest karalne , babka zbladla oddala kase i misia i z fochem odeszla, nie ktorzy ludzie sa okropni, nie bede komentowac zachowania tej kobiety, ale wspolczuje jej,
Odpowiedz
# Justyna 2014-09-30 18:25
Dodam jeszcze ,ze rowniez kladlam klapoucha zawsze do snu jak lezal, i tak wkupil sie w synka laski, kocha uszy klapoucha i mamy go juz 3 lata:) i zapowiada sie ze bedzie z nami dlugooooo:) zadnym innym klapouchem nie da sie go zastapic:) pozdrawiam:)
Odpowiedz
# diana 2014-10-01 10:17
Dzieci i ich pluszaki ehh :)
Odpowiedz
# Matka Polka 2014-10-02 07:19
Radość w domu! Moja cudowna koleżanka z pracy wygrzebała ze starych zabawek swojej córki taką samą przytulankę! Już jutro Lenka znów będzie miała swojego MIMI :) Caro, jesteś wielka :*
Odpowiedz
# Kasia 2014-10-03 10:42
Nasz syn (obecnie 5 lat) zgubił jednego pieska w drodze na lotnisko jak wracaliśmy z wakacji ale misio w drugiej ręce został. Oczywiście tamtego pieska nie odzyskaliśmy. Odkupiliśmy go bo był z bieżącej kolekcji C&A. Nie pokochał go już tak. Pół roku później oddał pieska młodszej siostrze która ma go do dziś. Ona też już go raz zgubiła na zakupach ale tym razem na piesku był już nr telefonu do mnie. Polecam takie rozwiązanie.
Ja jak znajduję mniej wartościową rzecz to zostawiam gdzieś z boku, ale jak znalazłam broszkę (piękną) to zabrałam z sobą a następnego dnia wywiesiłam ogłoszenie w miejscu znalezienia. Zguba wróciła do właścicielki :).
Odpowiedz

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież