Weekend za miastem

Share

Uwielbiam jeździć do moich rodziców. Widzimy się raz/ dwa razy w miesiącu z racji tego, że mieszkają w innym mieście. Czas spędzony u nich to dla mnie chwile relaksu i ciszy. Siedzimy wtedy zazwyczaj na ich „ranczu”, smrody bawią się do upadłego, a ja delektuję się urokami życia na wsi. Wspominam wtedy swoje dzieciństwo i wakacje u dziadków. Cóż za beztroski czas…

Muszę przyznać, że i ten weekend był wyjątkowo udany :) Dziewczyny biegały po łąkach i lesie, skakały na trampolinie (razem z nowym psem dziadków), wcinały maliny prosto z krzaczka i zbierały z nami grzyby. Do Gdańska wróciłam z siatą pełną pyszności: świeżutkimi jajkami, malinkami, grzybami, wielką dynią, warzywami prosto z grządki, aromatyczną papryczką chilli, pigwą, bukietem słoneczników i rozchodnika, i oczywiście całą masą wałówki od mamuśki, która nie zna słowa „nie” :) Pewnie przez te 2 dni przybyło mi jakieś 2 kg, bo nikt tak cudownie nie gotuje jak moja mama, więc miałam spore problemy, żeby powstrzymać apetyt.
Zobaczcie z resztą sami. Zdjęcia aż pachną :)

Weekend za miastem

Weekend za miastem

Weekend za miastem

Weekend za miastem

Weekend za miastem

Weekend za miastem

Weekend za miastem

Weekend za miastem

Weekend za miastem

Weekend za miastem

Weekend za miastem

Weekend za miastem

Weekend za miastem

Weekend za miastem

Weekend za miastem

Weekend za miastem

Weekend za miastem

Weekend za miastem

Weekend za miastem

Weekend za miastem

Lena:
Kurtka z kamizelką: Zara
bluzka: H&M
spodnie: Resevred
buty: Reseved

Ina:
kurtka: Gap
bluza: Zara
spodnie: H&M
buty: Adidas