Mama w delegacji

Share

Dziś kolejny wyjazd. Dzieciaki zdążyły już przywyknąć, że co jakiś czas odwożą mamę na lotnisko, gorzej z mężem, on moich delegacji bardzo nie lubi. Bynajmniej nie dlatego, że będzie tęsknił i wpatrywał się w moje zdjęcie w portfelu, ale dlatego, że cały dom i opieka nad dziećmi będzie na jego głowie. No cóż, jak to mówią Niemcy – takie życie. Od czasu do czasu on też powinien zasmakować matczynej doli, i jak on to nazywa, mojego „nic nierobienia” :) Ja z kolei pakowałam się dziś na ostatnią chwilę, bo po wczorajszym tapetowaniu, nie miałam nawet siły ruszyć małym palcem u nogi i padłam jak mały Kaziu. Ale dzięki temu smrody miały tradycyjnie już, wyjątkową zabawę z walizką.

W delegację lecę bez spinki, bo zgodnie z moim iście napoleońskim planem, remont pokoju Leny zakończyliśmy wczoraj w nocy. Cała brudna robota już za nami i pozostaje już tylko skręcenie mebli – mam nadzieję, że jak wrócę, to będą już stały :) Wyprawka do szkoły kupiona, zestaw galowy na rozpoczęcie roku przygotowany, tak więc wszystko co miałam zrobić, zrobiłam. W sumie zapomniałam przygotować Karolowi listy ważnych kwestii dot. smrodów, ale w końcu wyjeżdżam tylko na 4 dni, więc chyba jakoś podoła. Jedyne nad czym ubolewam to fakt, że nie będzie mnie 1 września z Lenką, ale mam nadzieję, że mąż zrobi jakąś fotorelację.

Lecę dalej, bo za chwilę kolejny lot, i jeszcze mnie na pokład nie wpuszczą:*
Karol, niech moc będzie z Tobą :P

Mama w delegacji

Mama w delegacji

Mama w delegacji