Kac gigant

Share

To nie był mój dzień. Kac gigant, który rozrywał mi czaszkę, nie pozwalał zwlec mi się z łóżka do godz. 14:00. Całe szczęście, że przewidziałam tą sytuację, i poprosiłam o przyjazd mamę, bo inaczej dzieci głodne i osrane, musiałby biegać po domu samo pasem.

Wczoraj byłam na imprezie. Przed wyjściem dostałam od męża kilka ważnych wskazówek typu „zachowuj się”, „nie rób tego, czego ja bym nie zrobił”, i po rzuceniu z sarkazmem: „baw się dobrze, ja sobie posiedzę z dziećmi”, wyszłam :). Wieczór był bardzo udany, w domu zlądowałam po 4 nad ranem, a siedząc w taksówce, już czułam w kościach, że sobota będzie trudna. No i musze przyznać, że trudna to bardzo właściwe słowo. Dzięki Bogu moja mamuśka czuwała nad tym, aby dziewczyny jak najmniej mi przeszkadzały (podobno trochę po mnie skakały, ale jakoś nie pamiętam), dzięki czemu mogłam spać do oporu. Obudziłam się najpierw o 8:30, kiedy Ina wpadła do sypialni z Leną, i stanęły nade mną, jak z jakiegoś koszmaru. Dobrze, że słońce przedzierało się przez żaluzje, bo w przeciwnym wypadku dostałabym zawału, budząc się po ciemku, z dwoma gapiącymi się na mnie postaciami. Oczywiście nie odnotowałam faktu, że są ubrane i uczesane, i zerwałam się z łóżka szybko pytając mamę, czy Ina piła już mleko. Na co mama odpowiedziała: „Jasne...kilka godzin temu”. Ufff, czyli mogę spać dalej. Potem obudziła mnie cisza…zaczęłam intensywnie myśleć, co się dzieje, bo cisza nie jest normalna, a przecież przed chwilą dopiero co dziewczynki były u mnie w sypialni. Jak się okazało, nie było to przed chwilą, tylko kilka godzin wcześniej, a cisza była realna, bo po prosu smrodów nie było w domu. Jak wróciły z babcią ze spaceru, mama rzuciła mi tylko, że chyba już czas wstawać, no bo w końcu jest 12:00, ale jakoś sił brakowało, a ból głowy był tak samo upierdliwy, jak o 8:30. Tak więc chcąc wykorzystać dobroć mamy na maxa, poszłam spać dalej :). Telefon Karola do mojej mamuśki o godz. 14:00 postawił mnie na nogi, bo usłyszałam, że niebawem będzie w domu. A że nie chciałam słuchać jego kazań, szybko wskoczyłam w dres, pościeliłam łóżko i siedząc na kanapie udawałam, jakbym wstała 5 godzin wcześniej :D. Z tego wszystkiego zapomniałam o bólu głowy, ale tylko dlatego, że już go nie było – w samą porę pomyślałam. Miałam lekkie wyrzuty sumienia, bo za oknem taka piękna pogoda, a ja połowę dnia straciłam na leczeniu kaca. No ale z drugiej strony, tak rzadko wychodzę, że zbyt długo się  nie „biczowałam” i szybko postanowiłam, że naprawię szkody poobiednim, rodzinnym spacerem. Słońce i świeże powietrze, dopełniły rekonwalescencji, i śmiało mogę powiedzieć, że w chwili obecnej, forma wróciła do normy :).

Kac gigant

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież