Matka nic nie robi

Share

Mój wczorajszy wpis na FB wywołał spore poruszenie. Jak się okazało, ale też jak przypuszczałam, większość matek ma te same problemy. Postanowiłam zatem, w dużym skrócie opisać, to co na co dzień robię, a co wg. mojego męża, przecież robi się samo, no bo ja za wiele nie robię, a wieczorami siedzę tylko przed tv…

5:50 budzik. K*** jak mi się nie chce wstać, poszłam spać o normalnej godzinie, ale powieki coś podnieść się nie chcą. Snooze. I tak jeszcze ze 2 razy snooze. 6:15 wstaję ze sraczką, że już późno, a dzieci trzeba ogarnąć, siebie samą i hrabiego obudzić trzeba za chwilę. No więc lecę do łazienki, szybki prysznic, mycie głowy, zęby. Z pokoju Iny słyszę donośne „mama, mama”. Otwieram drzwi, widzę roześmianą, roztarganą czuprynę- humor mi się poprawia. Biegnę na jednej nodze do kuchni, robię mleko dla Iny, i żeby nie generować pustych przebiegów, przy okazji ogarniam kakao dla Leny. Gotowe. Ina butla w łapki, pije, przymykam drzwi - jedna z głowy. 6:35 „Lena wstawaj”. Odsłaniam żaluzje, wywalam Lenkę z łóżka, ścielę jej wyro, przygotowuje ubrania do przedszkola i biegnę po kakao. Lenka żółwim krokiem przemieszcza się do naszego łóżka. Słyszę tylko „tata, daj mi kołdrę!”. Włącza kanał 38 i pijąc kakao ogląda Mini Mini. 6:40, cholera, mam ciągle mokre włosy i ręcznik na głowie. Biegnę do pokoju, zakładam gacie i…boszzzzzzzzzz, nie mam co na siebie włożyć. Nic nie mam do ubrania!!! Szybko wyciągam jakiś zestaw, ubieram się i lecę do łazienki. Suszę włosy, nakładam makijaż, a w międzyczasie „Lena, chodź zrobić siku i umyć zęby”. Inka wyczołguje się z łóżeczka i biega zadowolona po mieszkaniu. Lena w tempie żółwia myje zęby. „Dziecko, przyśpiesz, bo znów będę spóźniona”. 6:50 prawie jestem gotowa, Lena jeszcze w proszku, lecę otworzyć drzwi, bo zaraz przyjdzie niania. „Karol wstawaj!!!”, i tak dziesięć razy, aż w końcu zaspany wstaje. Chwytam prostownice, szybkie przeciągnięcie po włosach – ok, jestem gotowa. Patrzę na białą podłogę w łazience, shit, jeszcze trzeba zebrać moje czarne kudły. „Dzień dobry Pani Elu”, „Lena, a Ty jeszcze nie ubrana?!”. Biegnę przyśpieszyć działania Leny, bo zaraz się spóźnię do pracy. Ok, chyba już mogę wychodzić. Nie! Jeszcze jedzenie. Otwieram lodówkę, szybko wybieram co się pod ręce napatoczy i wybiegam z mieszkania. Ale nic z tego, musze się wrócić, bo Lenunia zrobiła aferę, że ja mam jej ubrać kurtkę. Cofam się, robię co trzeba, buźka, papatki i wypad z domu o 7:10. Potem 8h w pracy, czas leci błyskawicznie i nim się obejrzę, jest już 15:30. Zamykam kompa i znów do domu. Po drodze zaliczam przedszkole. Lena jak zwykle 10 minut biega po sali i robi wszystko, żeby tylko nie wyjść do domu. Przebieram nogami…Córcia w końcu przybiega i po chwili wychodzimy. Muszę jeszcze wpaść do piekarni, mięsnego i wtedy nach hause. Chwila zabawy i wraca Karol, albo i nie, jeżeli ma dyżur w pracy. Jedzonko, wygłupy z dzieciakami i czas na kąpiel. „Karol, kąp dziewczyny”. Idzie jak na skazanie, bo jest zmęczony, pracował przecież wczoraj do nocy…”co mnie to obchodzi, trzeba było nie siedzieć tak długo”. W międzyczasie robię mleko dla Iny i ogarniam ciuchy, które przed kąpielą, Karol rozrzucił we wszystkich pokojach. No i jeszcze osrana pielucha, ktoś musi ją wyrzucić, wiadomo że zrobi to Izaura. Dzieci gotowe. Ina - pielucha, śpiochy i butla w łapy – ufffffffffff, jedna z głowy. Lenka ubiera piżamę i włącza bajki. 30 minut później „My little Pony” się kończy, wyłączam TV i idę z Lenką do jej pokoju. Wybiera bajkę – od pół roku jest niezłomnie jedna i ta sama, dzień w dzień, „Kopciuszek”. Czytam, potem smeranko po głowie i drugi smród też już śpi. Jest 20:15, zaraz zaczyna się „Na Wspólnej”. Włączam TV i w międzyczasie ogarniam mieszkanie. Ktoś musi pochować naczynia do zmywarki, posprzątać jakieś niedobitki zabawek, ogarnąć wannę ze sterty kaczuszek, Arielek i innych badziewii. No i trzeba też wytrzeć podłogę po powodzi, bo za chwilę zaleje sąsiadów. 21:00, szczęśliwa stwierdzam, że już po wszystkim, tylko coś mi nie wyszło to oglądanie „Na Wspólnej”. Idę do salonu, wyciągam nogi, chwytam pilota i relaksssssssssss. Nic więcej robić nie muszę :)

I tak dzień w dzień, tylko czasami jeszcze dochodzi pranie, lekarz, duże zakupy, coś do załatwienia na mieście i milion innych spraw, które robię ja. No ale cóż, mój mąż uważa, że przecież ja za wiele nie robię w domu. To on siedzi do nocy i ma prawo być zmęczonym, a ja przecież oglądam tylko TV a o 23:00 idę lele, więc nie mam co narzekać…

Muszę chyba zrobić rachunek sumienia, bo strasznie leniwa ze mnie matka i gospodyni domowa ;)

Matka 24h

Autor: porysunki.blox.pl