Nigdy więcej!

Share

Każdy wyjazd z dziećmi to tony ciuchów, zabawek, jedzenia. Oczywiście ktoś to najpierw musi przygotować i spakować, no i nie trudno się domyśleć, że ta czynność przypada zawsze mi ;/ Nienawidzę pakowania, a po powrocie, jeszcze bardziej nienawidzę rozpakowywania. No ale jeżeli chce się jechać na urlop, to wyjścia nie ma.

Tak więc we wtorek po pracy, jak ogarnęłam już mieszkanie, zaczęłam pakowanie. Ogrom tego zjawiska trochę mnie przerósł. Miałam wrażenie, że ilość rzeczy jakie widziałam przed sobą, są na przynajmniej miesięczny wyjazd! Teraz trzeba było wszystko wrzucić do walizek a potem do auta, a przy dwóch fotelikach, deskach snowboardowych, całym sprzęcie i tonie innych rzeczy, okazało się prawie niemożliwe.

Nigdy więcej- tony ciuchów

Nigdy więcej- sprzęt snowboardowy

Nigdy więcej- walizki

Całą akcję skończyłam po północy, kiedy dzieciaki już dawno spały. Byłam z siebie taka dumna, że z przyjemnością poszłam spać, nie mogąc doczekać się wyjazdu.

Nigdy więcej- Lenka śpi

Nigdy więcej- Inka śpi

Przed nami 740 km do przejechania. Część autostradami, część drogami krajowymi, obstawialiśmy jakieś 9h jazdy, z przystankami na kupę, siku, pampersy, obiad i podobne historie. No cóż, rzeczywistość okazała się mniej optymistyczna ;/ Jeszcze do Krakowa, było jako tako, ale „zakopianka” okazała się istnym koszmarem. Któż by przypuszczał, że w środku wiosny, nagle zaskoczy nas śnieżyca i przejechanie 60 km zajmie dodatkowe 3h? Byłam już na skraju wykończenia psychicznego! Inka generalnie nie jest entuzjastką jazdy autem. 100-200 km przejedzie w miarę bez problemu, ale wszystko ponad jest już koszmarem. Tak więc prawie cały dzień, z przerwami na spanie, non stop wyła w aucie. Lena z kolei miała na wszystko wylane, i żyjąc w swoim świecie, bawiła się kucykami, grała na tablecie lub oglądała bajki, czasami tylko pytając „a kiedy będziemy?”. Niestety kulminacja darcia się Iny nastąpiła na nieszczęsnej „zakopiance”, a ja myślałam, że zaraz wyskoczę z auta! Wtedy też sobie przyrzekłam, że nigdy więcej dalekich podróży autem z dziećmi!

Na szczęście podróż dobiegła końca, a my wyczerpani (głównie psychicznie), z ogromną ulgą rozlokowaliśmy się w hotelu. Dzisiejszy widok z okna, skutecznie wymazał wczorajszy koszmar podróży :) Dzieci w rewelacyjnych nastrojach, chyba też nie pamiętają już ubiegłego dnia :)

Nigdy więcej- widok z okna hotelowego

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież