Pigułka szczęścia

Share

Zeszły rok to było pasmo nieustannych chorób. Lenka poszła do przedszkola i przynosiła do domu wieczne „coś”. Oczywiście, żeby było jeszcze gorzej, Ina od razu wszystkie „cosie” przygarniała z otwartymi rękoma, i tak obydwa smrody były wiecznie chore ;/ Tak więc od października do kwietnia , z małymi przerwami, wiecznie trzymały się nas jakieś g****.  Co za tym idzie, nazwy wszystkich leków, ich dawkowanie itd. , znam na pamięć, mogę nawet otworzyć własną praktykę lekarską, małą przychodnię, a nawet szpital. Przyznam szczerze, że dobrze, że w tym czasie byłam na urlopie macierzyńskim, bo chyba musiałabym wziąć dłuższe wolne z pracy, żeby to wszystko ogarnąć ;/

Ostatnie pół roku miało być inne. W sumie tak też się zapowiadało. W sierpniu Lena miała usuwany migdał. Miała rzadziej chorować, a sporadycznie mógł pojawić się katar. No i w sumie tak do połowy grudnia ta teoria się sprawdzała. Niestety po tym terminie, zaczęło się od zapalenia ucha i ciągnie wieczne „coś” do chwili obecnej. Oczywiście, żeby tradycji stało się za dość, Inka przechwytuje wszystkie dary losu, jakie Lena przynosi z przedszkola. Przyznam szczerze, że mam już serdecznie dość. Lubię zimę, jazdę na desce, zaraz czeka nas wyjazd w góry, ale z utęsknieniem czekam na wiosnę i koniec wiecznego chorowania! Inna kwestia jest taka, że jak dzieciaki za długo siedzą w czterech ścianach i nie mają możliwości wybiegania się, wyszalenia, wyszumienia, to zaczynają głupieć, a ja razem z nimi. Nie zdziwię się, jak za chwilę będę musiała jeść prozac, a na głowie zaczną pojawiać się siwe włosy ;)

Póki co dziewczyny mają się dobrze, obawiam się tylko, że to nie potrwa zbyt długo …

Prozac

I took my prozac today

Dzieciaki już się nudzą. Każdy pomysł na zabawę jest dobry...nawet folia bąbelkowa :)

Pigułka szczęścia

Pigułka szczęścia

Pigułka szczęścia

Pigułka szczęścia

Pigułka szczęścia

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież