Uczta dzieci pływać

Share

Pływam od zawsze. Początki były na grzbiecie wujka Jurka, a prawdziwa nauka rozpoczęła się jak miałam 6 lat. Pierwszą lekcję pamiętam do dziś, gdyż rozwaliłam sobie brodę i było sporo bałaganu na basenie. Dość szybko załapałam bakcyla i już w szkole podstawowej zaczęłam codzienne treningi. Nie byłam jakimś super mistrzem, na zawodach miejsca raczej przeciętne, a na koncie zaledwie kilka medali, i to chyba bardziej z przypadku ;) Później kurs na ratownika i nagle lata przerwy, z jakimiś doraźnym pluskaniem podczas urlopu. Czas jednak wrócić do pływania, bo to sport dobry na wszystko, zwłaszcza u dzieci. Wpływa na prawidłową postawę ciała, no i kondycję malucha.

Pociąg do pływania zaszczepiłam też u moich dziewczyn, już od wczesnych miesięcy życia. Na pierwsze lekcje pływania zapisałam Lenę jak miała 6 miesięcy. Później różne przerwy ze względu na choróbska i od pół roku możemy powiedzieć, że chodzi systematycznie. Sama domaga się basenu, i jeżeli by tylko mogła, to chodziłaby codziennie. Ale powrót do pływania po przerwie u tak małego dziecka nie był łatwy. Wcześniej nauka odbywała się z rodzicem, przyszedł jednak czas, aby mama została na ławce i obserwowała postępy z lądu. Tak więc idąc za tą myślą, zapisałam Lenę do jednej z Trójmiejskich szkół pływania. Szłam na pewniaka, że przecież lubi to i na bank poradzi sobie beze mnie. Nic bardziej mylnego…Szybko zrozumiałam, dlaczego. Po pierwsze zajęcia były na malutkim basenie, na którym ćwiczyły jednocześnie 3 grupy, każda po ok 5-6 osób. Wrażenie tłumu, nieznajomość dzieci i jeden instruktor na grupę spowodowało, że Lena nawet nie chciała wejść do wody. Namawialiśmy ją na wszystkie sposoby, chciałam nawet ją przekupić, ale to wszystko na nic. Zrezygnowałam.

Chwilę później dowiedziałam się o indywidualnych lekcjach pływania w Hotelu Haffner w Sopocie. Cudów się nie spodziewałam, ale stwierdziłam, że zaryzykuję. No i opłacało się. Już na pierwszej lekcji Lena bez płaczu weszła do wody beze mnie. Pan instruktor szybko zyskał jej zaufanie, a ja widzę postępy na każdej lekcji. Ma na to wpływ wiele czynników: przestrzeń, szerokie zaplecze sprzętów i zabawek, indywidualny tryb nauczania no i sam instruktor, który potrafi tak zająć Lenkę, że ta mimo marudzenia wykonuje wszystkie jego polecenia. Muszę przyznać, że ma anielską cierpliwość, żeby dziesięć razy prosić ją o to samo z uśmiechem na twarzy - a tak to właśnie wygląda :) Dodatkowa korzyść dla mnie to kasa. Otóż we wspomnianej szkole pływania płaciło się z góry za semestr pływania, i to niemałe pieniądze. Ze względu na choroby i inne czynniki, połowa lekcji zazwyczaj wypadała. W Haffnerze mamy karnet na 10 wejść, a terminy ustawiam kiedy chcę – dla mnie rozwiązanie idealne.

Polecam wszystkim rodzicom, którzy mieli podobny problem, albo zastanawiają się, jaki sport wybrać dla malucha. Nie warto rezygnować, bo jak dziecko zacznie mieć frajdę z pływania, to o niczym innym nie będzie mówić. W dobie komputerów, tabletów, smartfonów i innych tym podobnych badziewi, kiedy dzieciaki coraz mniej się ruszają i prowadzą siedzący tryb życia, warto zaszczepić w nich zapał do sportu – ja zdecydowanie polecam pływanie.

Nauka pływania 2

Nauka pływania 1

Nauka pływania 3

Nauka Pływania 4

Nauka Pływania 5

Nauka pływania 6

Nauka pływania 6
 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież