Sprzedałam dzieci

Share

Święta, święta i po świętach. Biegałam w tym czasie na największych obrotach. Zdążyłam co nieco upiec, ugotować, popakować, nawrzeszczeć na męża z pięć razy, zjeść 4581 kcal, odpakować prezenty i co najważniejsze, sprzedałam dzieci dziadkom :)

Kocham moje dwa smrody, ale wręcz uwielbiam co jakiś czas się ich pozbyć na dłużej. Tym razem dziadkowie przejęli dziewczyny na półtora tygodnia i już klaszczę uszami na samą myśl, że sobie odpocznę. Dziś mija pierwszy dzień laby, a ja zdążyłam pójść na basen, do spa, przeczytać połowę książki, obejrzeć zaległy film i mam jeszcze mnóstwo czasu na inne przyjemności. Aż strach pomyśleć, ile zaległości nadrobię przez ten czas. Brak dzieci= brak obowiązków: nie muszę wstawać o 7:00 rano robić kakałko, odwozić i odbierać Lenę z przedszkola, nawet nie mam ciśnienia, żeby iść na zakupy. Jedyne na co mam ochotę, to wyciągnąć nogi i nie robić nic. Jest to tak błogi stan, że nie jestem w stanie tego opisać. Jutro impreza z koleżankami, a w niedzielę spanie do granic możliwości, bez dzieci skaczących nad skacowaną głową - ahhhhh...

Jak dobrze, że istnieje instytucja dziadków :)

sprzedałam dzieci

Muszę przyznać, że od kiedy mam dzieci, piosenka KULTu z 1998 roku, nabrała dla mnie zupełnienie nowego znaczenia...

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież