Droga rodzinko! Mama ma kryzys!

Share

Matka zawsze musi mieć siły, zawsze musi mieć czas, zawsze musi być uśmiechnięta, nie może chorować, nie powinna wyjeżdżać i najlepiej jakby siedziała w domu, gotowała i zajmowała się tylko  domem i dziećmi. Jak cholernie irytuje mnie taki stereotyp. Jak cholernie mam czasami ochotę krzyknąć i uciec gdzieś daleko, gdzie nikt mnie nie znajdzie. Nie wiem, czy to kwestia przesilenia, kwestia kryzysu po 30’tce, kwestia zmęczenia, czy kwestia jakiś innych względów, na które kompletnie nie mam wpływu, ale MAM KRYZYS.

Myślałam, że to chwilowe, że zaraz minie, a jakoś od miesiąca pozbierać do kupy się nie mogę. Wszystko jest do dupy, nic nie pasuje, jestem za gruba, za stara, życie zbyt monotonne i okurzone rutyną. I jak tu przy tych wszystkich dołujących historiach, zachować spokój, uśmiechnąć się i spojrzeć na to z boku? Głowię się i głowię i jakoś rozwiązania nie widzę! Wkurza mnie ten stan, bo przy ilości codziennych obowiązków, mój stan ducha potrafi być jak wrzód na dupie! W końcu kiedy samemu nie jest się w formie (zwłaszcza psychicznej), to przetrwanie humorów dzieci czy męża, bywa wyczynem godnym Oskara, a liczenie do miliona nie zdaje już egzaminu. Momentami mam ochotę wyjść i nie wracać przez tydzień. Nikt mnie nie rozumie i oczekuje, że będę zachowywała się, jak gdyby nigdy nic. No bo w końcu taka jest rola idealnej matki- uśmiechniętej, czułej, kochającej gospodyni domowej! Czemu to matka musi być zawsze w formie? Czemu matka nie może mieć kryzysu? Czemu jak matka ma dość i potrzebuje chwili oddechu, to wszystkich tak to dziwi?

Nie wiem…być może dziwny ze mnie egzemplarz i większość kobiet jest inna. Być może tak jest…W sumie to by wyjaśniało, czemu mój aktualny stan jest odbierany niczym potencjalna wizyta Putina w Polsce!

Łudzę się, że to zaraz minie. Że to kwestia czasu i jak tylko zawita na stałe wiosna, mój nastrój ulegnie całkowitej zmianie. Ale, że do wiosny jeszcze chwila, nie tej kalendarzowej, ale tej prawdziwej, z zieloną trawą, słońcem i błękitnym niebem, póki co ratuję się sportem. Pokłóciłam się chwilowo z telewizorem i ćwiczę, żeby nie zwariować.

Postanowiłam też zrobić coś dla siebie. Ostatniej niedzieli, kiedy za oknem było w Trójmieście 18°, zostawiłam dzieciaki z mężem, ułożyłam włosy, pomalowałam się, wrzuciłam do bagażnika tonę ciuchów i wybrałam się na sesję zdjęciową. Sama…bez dzieci…bez męża…bez problemów i stresu…Tylko ja, OBIEKTYVNA, morze i szum fal! Muszę przyznać, że terapia była wyjątkowo udana, zwłaszcza kiedy zobaczyłam efekt końcowy! Emi Karpowicz z OBIEKTVNA, jak zwykle stanęła na wysokości zadania! Muszę przyznać, że dobry fotograf jest niczym dobry psycholog. Z pewnością powinnam częściej fundować sobie takie przyjemności :)

Droga rodzinko! Mama ma kryzys!

Droga rodzinko! Mama ma kryzys!

Droga rodzinko! Mama ma kryzys!

Droga rodzinko! Mama ma kryzys!

Droga rodzinko! Mama ma kryzys!

Droga rodzinko! Mama ma kryzys!

Droga rodzinko! Mama ma kryzys!

Droga rodzinko! Mama ma kryzys!

Droga rodzinko! Mama ma kryzys!

Droga rodzinko! Mama ma kryzys!

Droga rodzinko! Mama ma kryzys!

Droga rodzinko! Mama ma kryzys!

Droga rodzinko! Mama ma kryzys!

fot. Obiektyvna